Konferencja – Królestwo Boże i Królestwo Maryi – dzień I

78
Ks. Mirosław Kszczot, Dyrektor PPDR na Jasną Górę. Foto: ks. S. Piekielnik / www.diecezja.radom.pl

Siostry i Bracia! Nie skończył się jeszcze trudny i skomplikowany czas, który przyszedł z epidemią koronawirusa. Potrzebujemy zatem umocnienia nadziei, dlatego jeszcze bardziej potrzebujemy pielgrzymowania na Jasną Górę, które w tym roku przeżywamy pod hasłem „Maryja nadzieją rodzin”. Piesza pielgrzymka na Jasną Górę jest znakiem naszej pielgrzymki do nieba, do Królestwa Bożego. Do pielgrzymki tej musimy być szczególnie przygotowani. W tym roku w naszej polskiej religijności – w pielgrzymkach na Jasną Górę uczestniczymy na różny sposób. Więcej niż w roku ubiegłym zorganizowało się grup pielgrzymkowych, ale i tak nie wszyscy, nawet spośród tych, którzy by chcieli, mają możliwość, aby pójść z pielgrzymką. Niejednemu przeszkodziło nie najlepsze zdrowie, innemu troska o miejsce pracy. Dobrze, że my pielgrzymujemy. Dzieje pieszych pielgrzymek na Jasną Górę stanowią ważną część dziejów naszej Ojczyzny. Przeróżni ludzie i na różne sposoby wpisywali się w polski szlak pielgrzymi.

Jesteśmy na pielgrzymce, mając na uwadze naszą Matkę Maryję Królową Polski – główną Patronkę naszej Ojczyzny. Od początku dziejów Polski wyraźnie zaznacza się obecność naszej Matki i Królowej. Patron tegorocznej pielgrzymki – kard. Stefan Wyszyński – daje o Niej świadectwo: „Jest to Królowa bardzo indywidualna, Królowa moja, mojej duszy i mojego ciała. Królowa wszystkiego, co dał mi Ojciec Niebieski, wszystkiego, co jest we mnie”. Od początku swej państwowości Polacy wiązali sprawy narodowe z wiarą.

Jesteśmy rozmiłowani w Maryi. Pierwszy polski hymn narodowy – pieśń „Bogurodzica Dziewica, Bogiem sławiena Maryja” – śpiewany jest codziennie na Jasnej Górze. Król Jan Kazimierz, po tym, gdy o mury jasnogórskiego sanktuarium rozbiły się fale szwedzkiego potopu, 1 kwietnia 1656 r. oddał naszą Ojczyznę pod opiekę Matki Bożej. Panowanie Jana Kazimierza od samego początku naznaczone było licznymi wojnami. Od wspieranego zbrojnie przez Tatarów buntu kozackiego w 1648 r., poprzez wojnę z Moskwą (1654-1667), Szwecją (1655-1660), Brandenburgią (1656-1657) i Siedmiogrodem (1657), po walki z Kozakami i Tatarami w 1667 r.

Prawdziwą katastrofą okazał się najazd szwedzki w 1655 r. Była to inwazja tak dotkliwa, że nazwano ją wprost „potopem szwedzkim”. Wobec zajęcia większej części Wielkiego Księstwa Litewskiego i Ukrainy przez Rosję oraz sprzymierzonych z nią Kozaków, znaczna część magnaterii i szlachty, skonfliktowana z królem Janem Kazimierzem, poddawała się Szwedom niemal bez walki. Jan Kazimierz uciekł za granicę. Punktem zwrotnym tej wojny stała się obrona Jasnej Góry w końcu 1655 r.

Na przełomie 1655 i 1656 roku Jan Kazimierz wrócił do kraju. 1 kwietnia 1656 r. w katedrze lwowskiej, przy ołtarzu Matki Boskiej Łaskawej, złożył uroczyste ślubowanie, ogłaszając Matkę Boską Królową Korony Polskiej. Śluby lwowskie przeszły do historii Polski jako ważny moment przebudzenia narodowego i symbol jedności wobec zewnętrznego zagrożenia.

Był rok 1955. Prymas Polski kard. Stefan Wyszyński przebywał w Komańczy, w czwartym miejscu swego uwięzienia. Wspominał, że gdy go przewożono z Prudnika na południowy wschód Polski – do Komańczy – miał świadomość, że jedzie tym samym szlakiem, którym przed 300 laty jechał do Lwowa król Jan Kazimierz z prymasem Leszczyńskim, aby tam złożyć swe królewskie śluby i ogłosić Maryję, Matkę Chrystusa, Królową Polski. Wszystko po to, aby Polska była Jej królestwem. Przypominając sobie to wielkie historyczne wydarzenie, Prymas Wyszyński postanowił, że w następnym roku – 1956, a więc w 300-lecie ślubów króla Jana Kazimierza, musi powstać tekst ślubów odnowionych, już nie królewskich, ale narodowych. Te myśli towarzyszyły mu w drodze do Komańczy, gdy rozpoczynał się trzeci rok jego uwięzienia.

Świadek tamtych wydarzeń – Maria Okońska – wspominała: „Było to 15 maja, ks. kardynał powiedział: «Gdyby Matka Boża chciała, abym Śluby napisał, byłbym wolny, a ja jestem więźniem i nie uczynię dobrowolnie niczego, co mogłoby się Jej nie podobać»”. Mówiła dalej Maria Okońska: „Wtedy przyszła mi nagle olśniewająca myśl i powiedziałam: «Ojcze, przecież św. Paweł Apostoł najpiękniejsze swoje listy do wiernych pisał z więzienia!». Ojciec popatrzył na mnie jakoś dziwnie, jakby mnie pierwszy raz zobaczył, i odpowiedział: «Masz rację, najpiękniejsze jego listy pochodziły z więzienia». Na drugi dzień rano Ojciec wszedł do domowej kaplicy, aby odprawić Mszę św. Był dziwnie radosny. Na moim klęczniku położył plik papieru maszynowego, zapisanego jego drobniutkim pismem. Tytuł widniał: «Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego». Szczęście moje nie miało granic. A więc są Śluby! 22 maja Ojciec wysłał Janeczkę Michalską na Jasną Górę z tekstem Ślubów i z listem do ojca generała. W liście tym prosił, aby bp Michał Klepacz, który zastępował uwięzionego prymasa, odczytał tekst Ślubów z wałów jasnogórskich wobec zebranych pielgrzymów 26 sierpnia 1956 r. W czasie od maja do sierpnia 1956 r. tekst Ślubów był przepisywany przez siostry klauzurowe i nasz Instytut. Osoby przepisujące zostały zobowiązane do tajemnicy pod przysięgą. Rano 26 sierpnia tekst Ślubów – w tysiącach egzemplarzy – został rozdany pielgrzymom, których było ok. półtora miliona. Przyjechałam do Komańczy 25 sierpnia wieczorem. Przywiozłam dokładny program uroczystości na Jasnej Górze i prośbę ojców paulinów, aby ksiądz prymas czynił to samo w Komańczy, z 10-minutowym wyprzedzeniem. Tak też się stało. Bardzo przeżyłam moment składania Ślubów. Ojciec stanął przed ogromnym Obrazem Matki Bożej Jasnogórskiej, wziął tekst Ślubów do ręki i powiedział do mnie: «Powtarzaj – ‘Królowo Polski – przyrzekamy!’». Jesteśmy jakby symbolem ludu zebranego pod szczytem Jasnej Góry». Czytał dobitnie, wyraźnie, z ogromnym wzruszeniem. Ja drżącym głosem powtarzałam: «Królowo Polski, przyrzekamy!». Po skończonej uroczystości Ojciec był radosny i szczęśliwy, jak nigdy przedtem. Dokonało się to, czego tak bardzo pragnął: Naród złożył Śluby i prymas złożył Śluby. W zadumie Ojciec powiedział: «Stała się wielka rzecz. Jakiś ogromny, wielki, ciężki kamień przetoczył mi się z ramion na ziemię. Czuję się wolny jak ptak. Ufam, że Królowa Niebios i Polski doznała dziś wielkiej chwały na Jasnej Górze!». Na drugi dzień, 27 sierpnia, przy pożegnaniu Ojciec powiedział mi: «Dostałem wiadomość, że Śluby zostały złożone. Było przeszło milion ludzi. To był prawdziwy cud». I dodał: «Wiedziałem, że Matka Boża Jasnogórska jest najpopularniejszą Postacią w Narodzie, ale nie wiedziałem, że Jej potęga w tym Narodzie jest aż tak wielka». Miał rację generalny gubernator w okupowanej Polsce, Hans Frank, mówiąc: «Gdy wszystkie światła dla Polaków zgasną, zostaje jeszcze zawsze dla nich Święta z Częstochowy i Kościół». Matka Boża z Jasnej Góry to największy cud w Narodzie Polskim!”.

Z modlitwą idziemy na Jasną Górę, bo – jak zachęcał św. Jan Paweł II – „trzeba przykładać ucho do tego świętego miejsca, aby czuć, jak bije serce narodu w sercu Matki. Ileż razy biło jękiem polskich cierpień dziejowych. Ale również okrzykami radości i zwycięstw. Trzeba usłyszeć echo całego życia narodu w sercu Jego Matki i Królowej”.

W Ślubach Jasnogórskich Prymas Tysiąclecia zawarł cały program religijnej i moralnej odnowy Narodu, program, który uczyniłby Polskę rzeczywistym królestwem Maryi. Maryja jest naszą Królową. To przecież o Maryi, na początku dziejów zbawienia powiedział Bóg: „Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie, szatanie a Niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo Jej. Ono zmiażdży ci głowę a ty zmiażdżysz mu pietę” (por. Rdz 3, 15). Maryja zmaga się ze Smokiem. Maryja uczestniczy nie tylko w zmaganiach ze złem, ale ma także udział w zwycięstwie swojego Syna. Zwycięstwo Chrystusowego królestwa rodzi się w doczesności wśród cierpień, męki, walki, krzyżowej śmierci. Maryja ma w tym swój udział.

Kiedy na polskiej ziemi stanął Chrystusowy krzyż, to pod tym krzyżem stanęła Maryja. Stanęła w tej samej roli, w której była na Kalwarii, w roli Matki. Jak św. Jan Apostoł pod krzyżem, przyjmijmy, weźmy Maryję do siebie, do naszych domów, do naszej Ojczyzny. Prymas kard. Stefan Wyszyński w swoim życiu wszystko postawił na Maryję. Matka Boża Jasnogórska odgrywała bardzo ważną rolę w jego życiu. Matce Bożej Jasnogórskiej zawierzył siebie i wszystkie dzieła. Do Niej pielgrzymował przez całe życie, a zwłaszcza w trudnych momentach. Wielokrotnie na Jasnej Górze głosił kazania i przemówienia. Uczynił z Jasnej Góry duchową stolicę naszego Narodu. Wyznaczył jej w polskim Kościele rolę twierdzy, mającej zatrzymać zaprogramowaną przez komunistów ateizację.

W herbie biskupim umieścił wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej. Na łożu śmierci w 1981 roku wypowiedział słowa: „Jestem całkowicie uległy woli Ojca i woli Syna, który sam jeden ma wieczne kapłaństwo i je przydziela oraz przekazuje innym. Jestem uległy wobec Ducha Świętego, dlatego, że moje życie wewnętrzne było w Trójcy Świętej. I jestem ufny wobec Matki Najświętszej, z którą się związałem w więzieniu w Stoczku i wszystko przez Jej dłonie składałem na chwałę Trójcy Świętej”.

Jest jeszcze jeden wymiar „skuteczności” składanych Matce Bożej Ślubów. Doświadczył tego król Jan Kazimierz, bo potop szwedzki ustąpił, a dokonało się to dzięki Matce Najświętszej królującej z Jasnej Góry. Doświadczył tego 300 lat później Prymas Tysiąclecia, gdy – dzięki Matce Bożej, której ślubował – Polska ocalała w dobie zalewu ateistycznym komunizmem lat powojennych. I dzisiaj, gdy zło – jak się niekiedy może wydawać – triumfuje w świecie, potrzeba, byśmy z mocą zwrócili się do Matki Bożej. Ona jest nadzieją – świata, Kościoła, Polski, naszych rodzin i każdego z nas. Idąc za myślą kard. Stefana Wyszyńskiego, „ubezpieczmy wiarę” Narodu, naszych rodzin i naszą własną, składając ją w ręce Bożej Matki.

Bóg przeniósł nas przez chrzest do królestwa swego umiłowanego Syna. Jesteśmy wezwani do budowania królestwa Jezusa, a jest to jednocześnie królestwo Maryi. Jej królowanie to służba Bogu i człowiekowi. Królowanie Maryi to zjednoczenie z Chrystusem, to wierność Chrystusowi. Królowanie Maryi to otwartość na problemy drugiego człowieka. Zapytajmy siebie: Czy życie nasze potwierdza naszą maryjność? Jak wypełniamy akt oddania Polski Najświętszej Maryi Pannie? Nadal szerzą się zagrożenia, którym mamy się przeciwstawiać. Dobrze, że tu jesteśmy i pielgrzymujemy do naszej Matki i Królowej. Prośmy, abyśmy byli dobrymi Jej poddanymi.

Ks. Mieczysław Lignowski przekazuje, że wśród bieszczadzkich Łemków popularna była wiara w błąd. Czepiał się błąd człowieka i godzinami wodził go po tym samym miejscu, w końcu błądzący umierał, nie dochodząc do celu. Podobne niebezpieczeństwo grozi wielu współczesnym ludziom. Mimo że świat jest dziś taki mądry, naukowy, nowoczesny, postępowy, ludzie błądzą, nadal czepia się błąd człowieka i go zwodzi. Żeby nie zbłądzić, potrzebujemy Maryi, która się nami opiekuje i broni od zagrożeń, od niewoli grzechu.

Dzisiaj, gdy kwestionowane są: rola i znaczenie małżeństwa, jako związku mężczyzny i kobiety, gdy kwestionowana jest rodzina jako naturalna wspólnota ludzka, dzisiaj, gdy Europa odchodzi od swoich chrześcijańskich korzeni, Maryja Królowa czuwa nad wiarą każdego człowieka. Prymas Wyszyński prosił nas, Polaków, abyśmy stawali się pomocnikami Maryi. Cała Polska oddana została w niewolę Maryi za wolność Kościoła w Ojczyźnie i w całym świecie. To oddanie zobowiązuje nas do współdziałania z Nią.

Każdy z nas ma moc przemieniania rzeczywistości wokół siebie. Musimy tylko zacząć od nas samych. Możemy zmienić to, jak myślimy i żyjemy. Jeśli zaprosimy Boga i Maryję do naszego życia osobistego i rodzinnego, narodowego i społecznego, wtedy wszystko zacznie się zmieniać. Dobre relacje rodzinne są ważniejsze niż odnoszenie sukcesów w jakiejkolwiek innej dziedzinie. Szukajmy więc możliwości wspólnego spędzania czasu. Poświęćmy teraz kilka minut na przyjrzenie się rozkładowi swoich zajęć. Ile czasu każdemu z nich poświęcamy? A ile czasu poświęcacie rodzinie? Czy spędzacie w gronie rodzinnym tyle czasu, ile pragniecie? Jeżeli tak nie jest, zadecydujcie, które czynności należą do najbardziej czasochłonnych. Postarajcie się znaleźć sposób na to, aby nieco ograniczyć czas na ich realizację, uzyskując w ten sposób więcej czasu dla rodziny. Po dokładnym przeanalizowaniu listy swoich zajęć jeden z ojców zdał sobie sprawę z tego, że praca zawodowa pochłania większość czasu, który chciał spędzać z rodziną. Przeorganizował zatem swój rozkład zajęć tak, aby mógł odtąd jeść śniadanie razem z dziećmi i porozmawiać z nimi przed ich pójściem do szkoły. W wielu domach nadmiar zajęć spowodował wyparcie potrzeb rodzinnych.

Tak jak wybudowanie domu wymaga planu i wytężonej pracy, tak zbudowanie silnej rodziny wymaga sporego wysiłku i planu. Zaplanujcie wspólne zajęcia, omawiajcie zbliżające się ważne wydarzenia czy uroczystości. Unikajcie marnowania cennego czasu na wykonywanie czynności w pojedynkę lub siedzenie przed telewizorem. W dzisiejszym świecie tempo życia jest tak szybkie, że trudno zgromadzić rodzinę przy wspólnym posiłku, szczególne gdy większość z nich spożywana jest poza domem lub przed ekranem telewizora. Tymczasem pory posiłków stwarzają ważną możliwość przebywania z sobą i ulepszania wzajemnej komunikacji. Wypracujcie nawyk spożywania przynajmniej jednego posiłku wspólnie. Czas ten wykorzystajcie na rozmowy. Sprawą najważniejszą jest fakt, że rodzina jest razem. Po zastanowieniu się nad różnymi zajęciami, zadajcie sobie pytania: Które zajęcia umocnią nasza miłość i jedność? Które moglibyśmy wykonywać razem? Nie żałujcie czasu na wspólną modlitwę małżeńską i modlitwę rodzinną. Niektóre badania dowodzą, że rodzice z dziećmi przez około 3 godziny dziennie oglądają razem telewizję, podczas gdy mniej niż pół godziny poświęcają na inne wspólne zajęcia. Telewizja może być przysłowiowym „złodziejem czasu”. Zamiast siedzieć wspólnie przed telewizorem, uczestniczcie w innych zajęciach. Aby spędzać więcej czasu razem, wielu moich znajomych rodzin zdecydowało się na wspólne hobby. Posiadanie takiego hobby pomaga w budowaniu jedności. Celowo starajcie się znajdować czynności, które można wykonać w gronie rodzinnym. Spędzanie czasu z rodziną jest koniecznością. W tym jest nadzieja, że odkryjemy, jak wiele zależy od nas i jak wspaniałe może być nasze życie.

Jest w nas tęsknota za sensownymi drogami, które muszą zaczynać się od dróg prowadzących do Boga. Warto wpisywać własny los w tajemnicę tej drogi. Warto, by drogi nasze pokrywały się z drogami i z planami Bożymi. W tym tkwi sens naszej pielgrzymiej drogi.

We współczesnym zamęcie kard. Wyszyński pomaga nam zrozumieć istotę Kościoła, który tworzymy. „Nieraz ludzie mówią: występuję z Kościoła. Cóż z tego, kiedy Kościół z ciebie nie wystąpił, chociaż ty z niego wystąpiłeś! To jest złudzenie, że człowiek może wystąpić z Kościoła, bo Kościół jest nierozłącznie związany z moją osobowością, która przez chrzest niesie w sobie Ojca, Syna i Ducha Świętego. Dlatego Kościół ciągle się za mną wlecze, a raczej ciągle się we mnie wlecze i nieustannie we mnie trwa. Jest w każdym działaniu. Wszędzie noszę ze sobą – Kościół, i to powszechny. Dlaczego? Ponieważ wszystko, co Kościół w istocie swej posiada, jest we mnie”.

Pielgrzymka jest doświadczeniem wspólnoty Kościoła. Każdego dnia bierzemy udział jako wspólnota Kościoła we Mszy św. i chcemy, by to uczestnictwo było świadome, czynne i pełne. Pielgrzymka jest aktem religijnym o charakterze dziękczynnym i pokutnym. Przed wyruszeniem na pielgrzymkę przystępujemy do Sakramentu Pokuty i Pojednania. Jeśli ktoś tego nie uczynił, może skorzystać ze spowiedzi świętej podczas drogi lub podczas wieczornych adoracji Najświętszego Sakramentu. Pragniemy, by pielgrzymka zasługiwała na miano „rekolekcji w drodze”.

Przyjmijmy w czasie tej pierwszej konferencji kilka uwag porządkowych, które wyznaczają ramy naszego pielgrzymowania. Każdy z pielgrzymów powinien codziennie uczestniczyć we Mszy świętej, przystąpić do Komunii świętej, brać udział w rozważaniach, modlitwach i konferencjach. Obowiązuje nas skromny i godny strój. W pielgrzymce może uczestniczyć każdy, kto akceptuje religijny charakter pielgrzymki, kto pragnie pogłębić swoją chrześcijańską formację lub szczerym sercem poszukuje Boga, kto zachowa w czasie trwania pielgrzymki wstrzemięźliwość od picia alkoholu i palenia tytoniu. Pielgrzymować może osoba, która jest fizycznie przygotowana do codziennego marszu, dokonała wpisu, posiada widoczny identyfikator pielgrzymkowy i będzie przestrzegała zaleceń przewodnika, służb porządkowych i pielgrzymkowych.

Pielgrzymowanie odbywa się w grupie. Oddalenie się samowolne z grupy jest niedopuszczalne, dotyczy to również miejsca noclegu. O możliwości korzystania z karetki decyduje służba medyczna. Na pielgrzymce zwracamy się do siebie: „Siostro”, „Bracie”, podkreślając tym samym ducha miłości i jedności, jaki powinien wśród nas panować. Wspólne noclegi mężczyzn i kobiet są niedopuszczalne, za wyjątkiem małżeństw. Wystrzegajmy się, Kochani, wszystkiego, co jest sprzeczne z religijnym charakterem pielgrzymki. Składam Wam za to serdeczne „Bóg zapłać”.

Ogólny plan dnia pielgrzymiego wygląda następująco: udział we Mszy świętej, modlitwy poranne, śpiew Godzinek o Niepokalanym Poczęciu NMP, udział w konferencji, rozważaniach i śpiewach, modlitwa „Anioł Pański” w południe, różaniec w podanych intencjach, litania do Matki Bożej, Koronka do Miłosierdzia Bożego, adoracja Najświętszego Sakramentu o godz. 20.00, wieczorny Apel Jasnogórski o godz. 21.00. Po nim cisza nocna. Dodatkowo w piątki: praktyki pokutne, postne, chwile milczenia, czyny miłosierdzia chrześcijańskiego, Droga Krzyżowa.

Życzę Wam i sobie, by te dni „rekolekcji w drodze” stały się czasem umocnienia naszej wiary i praktykowania miłości Boga i bliźniego. Niech refleksja nad Ślubami Jasnogórskimi, podejmowana w tym roku, pomoże nam z mocą podjąć złożone – a wciąż jeszcze niewypełnione – ślubowania. Niech trud pielgrzymowania do Maryi, która jest nadzieją naszych rodzin, zaowocuje głębszą refleksją nad kondycją naszych rodzin i tym gorętszą miłością do siebie nawzajem. Niech te dni będą wreszcie wielkim zaproszeniem Matki Bożej do naszych rodzin. Ona jest nadzieją!

ks. Mirosław Kszczot
Dyrektor Pielgrzymki Radomskiej