Błogosławiony Władysław Batthyány-Strattmann – Wzór życia rodzinnego

10
Bł. Władysław Batthyány-Strattmann. Foto: https://www.catholicnewsagency.com

Wspomnienie: 22 stycznia

WŁADYSŁAW BATTHYÁNY-STRATTMANN urodził się 28 października 1870 r. w Dunakiliti na Węgrzech. Jego ojciec pochodził z węgierskiej arystokratycznej rodziny, a matka z arystokracji śląskiej. Łatwego życia nie miał. Wychowywał się bez ojca, a matka zmarła, kiedy chłopiec miał 12 lat.

W młodości prowadził swobodny tryb życia i miał nieślubne dziecko. Nie bardzo przykładał się do nauki, dlatego zdziwieniem dla wielu było, kiedy w wieku 25 lat postanowił rozpocząć studia medyczne i zostać lekarzem.

Niewielu bowiem wiedziało, że głęboko w sercu Władysław chciał leczyć ludzi od najmłodszych lat, od kiedy stracił matkę, ale wtedy dopiero, kiedy był już dorosły, miał odwagę swoje marzenia realizować.

Ożenił się w 1898 r. z pobożną hrabianką Marią Teresą Coreth z południowego Tyrolu. To w dużej mierze dzięki niej zamiast o hulankach i zabawach zaczął myśleć o rodzinie, a w miejsce jego antyklerykalnych poglądów zaczęła się pojawiać żywa wiara. Sprawy potoczyły się bardzo szybko. Zaręczyny, ślub, dzieci i dojrzewanie w wierze. Powoli pojawiało się pragnienie całkowitego oddania się Bogu i służbie bliźnim. Władysław postanowił podążyć za tymi pragnieniami całkowicie. Z Marią Teresą miał trzynaścioro dzieci i wspólne pasje, wśród nich tę najważniejszą – chęć pomagania potrzebującym.

„Nigdy i nigdzie wcześniej nie doświadczyłem nawet namiastki takich głębokich relacji rodzinnych, tak cudownej atmosfery i wielkiej radości” – pisał, wspominając swoje życie rodzinne. I rzeczywiście miał wiele powodów do radości.

Był zamożnym człowiekiem, nie musiał więc traktować swojego zawodu jako źródła dochodu i faktycznie tego nie robił. Nie brał zapłaty ani od ubogich, ani od zamożnych pacjentów. Gdy nalegali – prosił o modlitwę, dobry uczynek. „Kocham swój zawód. Chorzy uczą mnie coraz bardziej miłować Boga – pisał – a ja uwielbiam Boga w chorych. To oni pomagają bardziej mi niż ja im!”.

W 1898 r. z własnych środków wybudował nowoczesny szpital w pobliżu swojego zamku w Austrii. Po poradę zaczęli przychodzić kolejni chorzy, a z dnia na dzień ich liczba rosła. Doszło do tego, że Władysław przyjmował nawet do stu pacjentów dziennie. Ale na poradzie jego pomoc się nie kończyła. Biedniejszym często wykupywał przepisane przez siebie lekarstwa i opłacał koszty podróży. Starał się, by nikt nie pozostał bez pomocy.

W 1915 r. Władysław, już jako książę, wraz z całą rodziną przeniósł się do zamku na Węgrzech. Tam również założył szpital i jako lekarz pomagał potrzebującym, żona towarzyszyła mu we wszystkich przedsięwzięciach. Skąd brał na to siły? Na pewno miał twardy charakter, ale przede wszystkim ufał Bogu i w Nim szukał pomocy. Każdy dzień podobno zaczynał i kończył modlitwą:

„Boże, dopomóż mi, abym dla Twojej chwały mógł pomagać innym ludziom – pisał – pocieszać ich i przez to jak najwięcej serc do Ciebie przyprowadzić”.

W wieku 60 lat Władysław Batthyany-Strattmann, zachorował na raka. Kilka miesięcy spędził w jednym z wiedeńskich szpitali. Do sali, w której leżał, przychodziły tłumy ludzi. Ten wyniszczony chorobą człowiek umacniał ich wiarę, nadzieję i miłość. Zmarł w opinii świętości 22 stycznia 1931 r.

„Dopiero dzięki miłości nasze życie staje się piękne, ponieważ Bóg jest miłością” – pisał w 1926 r. – „a każda szlachetna miłość jest odblaskiem istoty Boga”. W tym przekonaniu wychowywał też swoje dzieci. Kiedy 23 marca 2003 r. Jan Paweł II ogłaszał Władysława błogosławionym, nazwał go wzorem życia rodzinnego, który poprzez swoją modlitwę, pracę i poświęcenie stał się najlepszym nauczycielem wiary dla swoich dzieci. Wybudowany przez niego szpital w Kittsee istnieje do dziś.