Apel Jasnogórski – dzień I

70
Apel Jasnogórski w łącznosci z pielgrzymami. Foto: ks. S. Piekielnik / www.diecezja.radom.pl

Śpiew: Bogurodzica.

Śpiew: Apel Jasnogórski.

Rachunek sumienia i akt żalu.

Podczas Przemienienia na górze Tabor z nieba przemówił Bóg: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!”. Pełni wdzięczności za Bożą miłość wołajmy wspólnie:

Ojcze nasz…

Rozważanie:

Wzrastający w blasku pobożności Maryjnej

Matko Boża, Pani Jasnogórska i Królowo Polski, pozdrawiamy Cię miłością naszych serc. Dziękujemy za ten pierwszy dzień wędrówki do Ciebie, ale i z Tobą, bo przecież prowadzisz nas na drogach wiary ku Chrystusowi – Jedynemu Odkupicielowi człowieka. Chcemy Cię naśladować. Pomóż nam. Módl się za nami, byśmy nie tylko przyjmowali, ale i szukali woli Bożej, a następnie byśmy ją realizowali w codzienności.

Każdego dnia, stając na Apelu, chcemy przy Tobie przywoływać postać Wielkiego Prymasa Tysiąclecia – Sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego, który – obok św. Jana Pawła II – patronuje naszej tegorocznej pielgrzymce. Wpatrując się w drogi jego życia, chcemy lepiej rozumieć, że warto „wszystko postawić na Ciebie”, Matko naszego zawierzenia.

Życie kard. Stefana Wyszyńskiego związane było od samego początku z Tobą, Maryjo. Przyszedł na świat w sobotę – w dniu Tobie poświęconym – 3 sierpnia 1901 r. w Zuzeli. W tamtejszym starym i drewnianym kościele znajdował się Twój obraz – wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej. W pamięci późniejszego Prymasa pozostał z lat dziecięcych obraz rodziców modlących się przed tym wizerunkiem. Tam też modliła się jego matka przed jego narodzinami. O modlitwie swego ojca, organisty, przed tym samym obrazem tak mówił późniejszy Kardynał: „Wiele razy znajdowałem mojego ojca – którego Bóg obdarzył głęboką religijnością i darem modlitwy – właśnie tutaj […]. Dziś rozumiem jego modlitwy i służbę, którą traktował nie jako zawód, ale jako powołanie sługi ku chwale Bożej, grając i śpiewając w dawnej, zabytkowej drewnianej świątyni”.

W rodzinie Wyszyńskich panowała atmosfera głębokiej religijności. Była ona podyktowana żywą wiarą obojga rodziców i wynikającym z niej stylem życia, przepojonym wzajemną miłością. Warto przywołać tu dwa wspomnienia Prymasa Wyszyńskiego: „Mój ojciec z upodobaniem jeździł na Jasną Górę, a moja matka – do Ostrej Bramy. Razem się potem schodzili w nadbużańskiej wiosce, gdzie urodziłem się, i opowiadali wrażenia ze swoich pielgrzymek. Ja, mały brzdąc, podsłuchiwałem, co stamtąd przywozili. A przywozili bardzo dużo, bo oboje odznaczali się głęboką czcią i miłością do Matki Najświętszej i jeżeli co na ten temat ich różniło – to wieczny dialog, która Matka Boża jest skuteczniejsza: czy Ta, co w Ostrej świeci Bramie, czy Ta, co Jasnej broni Częstochowy?”. Ta pobożność rodziców i ulubione przez nich sanktuaria maryjne, znajdowały odbicie także w domu rodzinnym. Kard. Stefan Wyszyński mówił: „W domu moim nad łóżkiem wisiały dwa obrazy: Matki Bożej Częstochowskiej i Matki Bożej Ostrobramskiej. I chociaż w onym czasie do modlitwy skłonny nie byłem, zawsze cierpiąc na kolana, zwłaszcza w czasie wieczornego różańca, jaki był zwyczajem naszego domu, to jednak po obudzeniu się długo przyglądałem się tej Czarnej Pani i tej Białej. Zastanawiało mnie tylko, dlaczego jedna jest czarna a druga biała? To są najbardziej odległe wspomnienia z mojej przeszłości”.

Matka Prymasa w 1910 r. spodziewała się szóstego dziecka. W czasie ciąży pogarszał się stan jej zdrowia. Dzieci przychodziły do niej, siadały przy jej łóżku, wsłuchiwały się w opowieści, modliły się, uczyły katechizmu i odrabiały lekcje. Prymas wspominał po latach: „Matka moja umierała prawie miesiąc. My – dzieci – siedząc w szkole, z lękiem nadsłuchiwaliśmy, czy nie biją dzwony kościelne. Dla nas byłby to znak, że matka już nie żyje. Kiedyś po powrocie ze szkoły stanęliśmy wszyscy przy jej łóżku, a matka zwróciła się do mnie słowami: Stefan, ubieraj się. Ponieważ była jesień, koniec października, zrozumiałem, że mam gdzieś iść. Włożyłem palto. Spojrzała na mnie i powiedziała: Ubieraj się, ale nie tak, inaczej się ubieraj. Zwróciłem na Ojca pytające oczy. Odpowiedział mi: Później ci to wyjaśnię […]. Gdy wyjaśnił, zrozumiałem, że matce nie o to szło, bym ubierał się w palto, tylko bym «ubierał się» w cnoty, przygotowując się do przyszłej drogi”. Julianna Wyszyńska zmarła w wieku trzydziestu trzech lat. Stefan miał wówczas lat dziewięć. Miłość do matki i bolesne przeżycia związane z jej odchodzeniem pozostawiły na zawsze ból w jego sercu. Jako kardynał często wspominał tamte dni. Mówił: „Trudno mi opisać smutek, pustkę, żałość, gdy po pogrzebie Matki wróciliśmy do domu. Zdawało się wtedy, że ustało wszelkie życie”.

Zajrzeliśmy, Matko Boża, dzisiejszego wieczoru do domu przyszłego Prymasa. Tam uczył się miłości do Boga i do ludzi. To było jego pierwsze seminarium duchowne. Pani Jasnogórska, prosimy Cię w intencji naszych rodzin. Powracamy myślą do naszych domów – tych „z krainy lat dziecięcych”. Dziękujemy Panu Bogu za naszych rodziców i rodzeństwo. Dla żyjących prosimy o potrzebne łaski, a zmarłych polecamy Miłosierdziu Bożemu.

Pod Twoją obronę…

Błogosławieństwo.

przyg. ks. Albert Warso