Konferencja – Maryja naszym programem – dzień VII

65
Ks. Albert Warso, ojciec duchowny Pielgrzymki Radomskiej. Foto: ks. S. Piekielnik / www.diecezja.radom.pl

Rozpocznijmy dzisiejszą konferencję od przywołania wydarzenia, które miało miejsce na dziewięć dni przed śmiercią kard. Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Tysiąclecia. Jego dom przy ul. Miodowej w Warszawie odwiedził wówczas wędrujący po Polsce obraz Nawiedzenia – kopia obrazu Jasnogórskiego. Obraz ten – z pomysłu i z woli kard. Wyszyńskiego – od 1957 r. wędruje od parafii do parafii, od diecezji do diecezji (ten sam obraz przed piętnastu laty nawiedzał także naszą diecezję). Wtedy, w maju 1981 r., chory Prymas nie mógł już pójść do kaplicy, by czuwać przy ukochanym przez siebie wizerunku. Przyniesiono obraz do jego łóżka, a on – patrząc ze wzruszeniem na Matkę Bożą – mówił:

„Dziękuję Ci, Matko, że jeszcze raz przyszłaś do mnie. Tyle razy przychodziłaś do mnie […]. Ale i ja przychodziłem do Ciebie. […] Byłaś zawsze dla mnie największą Łaską, Światłem, Nadzieją i programem mojego życia. Wiem, że nie jestem tego godzien od samego początku, ale Ty byłaś zawsze zachętą, aby wszystko postawić na Ciebie. […] Błogosław, Maryjo, słudze Twojemu, który zawsze był Tobie wierny”.

Niezwykłe jest to zdanie Prymasa skierowane do Matki Bożej: „Byłaś zawsze dla mnie największą Łaską, Światłem, Nadzieją i programem mojego życia”. To już nie jest tylko pobożność, to program życia! Z Maryi kard. Wyszyński uczynił program swego życia. Dziś, w przedostatnim dniu naszych „rekolekcji w drodze”, chciejmy skorzystać z tej podpowiedzi Prymasa Tysiąclecia.

W tym też kontekście spójrzmy w przyszłość, na czas po pielgrzymce. W tych dniach przeżyliśmy naprawdę dużo. Otwierając serce na działanie Pana Boga można było tak wiele przeżyć w tym minionym tygodniu: przede wszystkim codzienną Mszę świętą i przyjąć codziennie Komunię świętą, ale też ważnymi przeżyciami minionych dni były: codzienny Różaniec i Koronka do Miłosierdzia Bożego, codzienna medytacja i tyle innych modlitw, jak też codzienne wpatrywanie się w Matkę Najświętszą. Niech wybrzmi już dziś w naszych sercach pragnienie kontynuacji tych przeżyć, by czas pielgrzymki nie był tylko jednotygodniowym doświadczeniem Pana Boga. Niech pielgrzymka nie stanie się tylko taką „fajną przytulanką” na jeden tydzień wakacji. Owoce każdych rekolekcji są widoczne po zakończeniu tych rekolekcji.

Powróćmy więc raz jeszcze do przywołanej na początku maryjnej modlitwy Wielkiego Prymasa: „Byłaś zawsze dla mnie największą Łaską, Światłem, Nadzieją i programem mojego życia”. W jego życiu Matka Boża zajmowała zawsze szczególne miejsce, mówił przecież: „Wszystko postawiłem na Maryję”. A w Ślubach Jasnogórskich, które stały się przedmiotem naszych rozmyślań w czasie tegorocznej pielgrzymki, napisał: „Przyrzekamy, że z wielką usilnością umacniać i szerzyć będziemy w sercach naszych i w polskiej ziemi cześć Twoją i nabożeństwo do Ciebie, Bogurodzico Dziewico”.

Niekiedy można spotkać się z lękiem (czasem zabarwionym ironią) czy z zarzutem, że nasza pobożność, zwłaszcza polska, jest „za bardzo maryjna…”. Jasną odpowiedź na ten zarzut dał kard. Stefan Wyszyński, gdy mówił: „Czyż mielibyśmy lękać się tego, czego sam Bóg się nie lęka? Czyż mielibyśmy się obawiać, że za wiele o Maryi powiemy, że może za bardzo Ją kochamy, że swą chwałą i wielkością przysłoni nam widzenie Boga-Człowieka? Chyba tylko jakieś małe duchy lub nieporozumienie mogą dopuścić do takich wątpliwości wobec olbrzymiej Potęgi, której sam Bóg zapragnął i której się nie lękał. Jeżeli Ojciec Niebieski w łonie Maryi Dziewicy ukrył potęgę swojego Syna, to czyż my mielibyśmy się lękać, że ta potęga osłaniana jest Jej chwałą? Żadną miarą! Dlatego też odrzucamy małoduszne myśli człowieka, któremu może się zdawać, że wielka miłość do Maryi zmniejszy naszą miłość ku Chrystusowi. To jest przecież Służebnica nie swojej chwały! To jest Służebnica Pańska! Jak w Kanie Galilejskiej, tak i dziś poleca nam czynić nie to, co Ona, lecz to, co Jezus rozkaże! Kieruje nas ciągle ku Chrystusowi, jak Chrystus na Kalwarii skierował nas ku Niej: «Oto Matka twoja». Jeżeli chcemy mieć właściwy stosunek do Chrystusa, musimy zacząć od Maryi, musimy najpierw zrozumieć, że jesteśmy Jej dziećmi: «Oto syn Twój». A gdy to dobrze zrozumiemy, już nie będziemy się lękali Jej macierzyństwa ani dla siebie, ani dla Syna Bożego. Ona krzywdy Chrystusowi nie wyrządzi, Ona chwały Jego nie pomniejszy! Przeciwnie, dzieje Kościoła wskazują na to, że wszędzie, gdzie rozwinęła się cześć Maryi, lud trafia do Chrystusa”. W tym samym duchu, co kard. Stefan Wyszyński, pisał też Sługa Boży abp Fulton Sheen: „Zastanawiam się, czy zapominając o czci dla Matki, świat nie zapomina również o uwielbieniu dla Jej Syna. Bo czy w codziennych relacjach nie dzieje się tak, że jeśli nasz rzekomy przyjaciel podczas wizyty u nas w domu lekceważy naszą matkę, to prędzej czy później zlekceważy i nas? Kiedy jednak świat zacznie pukać do drzwi Maryi, otworzy mu sam Pan”. Z kolei wieloletni ojciec duchowny wrocławskiego seminarium, ks. Aleksander Radecki pisał – niejako w odpowiedzi na wspomniane zarzuty: „Wiara, chrześcijaństwo bez Matki Bożej? Bez Tej, co Jasnej broni Częstochowy, bez Ślubów Jasnogórskich, pielgrzymek, bez wieczornego Apelu? Powołani bez Niepokalanej?! Tylko ten, któremu Bogiem sławiena Maryja depcze głowę, może podsyłać nam takie pomysły…”.

Maryja wskazuje zawsze na Chrystusa. Najbardziej chyba rozpowszechniony typ wizerunków maryjnych – hodegetria (przewodniczka, wskazująca drogę), a należy do nich na przykład ikona Matki Bożej Częstochowskiej – przedstawia Maryję wskazującą ręką na Chrystusa. Ona zawsze prowadzi do Niego. Niejako Maryja odwraca uwagę od siebie i pokazuje na Jezusa: „Patrzcie na Niego!”. Krakowski historyk ks. prof. Jan Kracik mawiał, że ten gest streszcza wszystkie mariologie.

Maryja nie koncentruje naszej uwagi na sobie. Ona zawsze wskazuje na Chrystusa i prowadzi do Niego. Sama nazywa siebie Służebnicą Pańską i zachęca nas wszystkich do służby Bogu. W Kanie Galilejskiej mówi: „Zróbcie wszystko, cokolwiek Chrystus wam powie” (por. J 2, 5). Słowa te stanowią piękne pożegnanie Maryi. To są ostatnie Jej słowa zapisane w Ewangelii – to jest Jej testament! Tam, w Kanie, Chrystus rozpoczął swoją działalność. Skoro wzeszło Słońce, nie musiał już dłużej świecić księżyc. Skoro przemówiło Słowo Wcielone, nie były potrzebne inne słowa.

Zgodnie z wolą Maryi mamy uczynić wszystko, co powie Chrystus, to znaczy otworzyć się na dar obecności Chrystusa. Wspominał Prymas Tysiąclecia:

„Miałem pewną przygodę w okresie frontowych przemarszów wojsk, w roku 1945. Zetknąłem się z żołnierzem sowieckim. Pytał mnie, kto to jest Jezus Chrystus? Nie wiedział. Chciałem mu wytłumaczyć, z trudem pojmował. Z kolei ja go zapytałem: «A czy wiesz, kto to jest Matka Boża?». «To wiem, oczywiście» – odpowiedział – «To widzisz, Jezus Chrystus jest Jej Synem». Teraz zrozumiał. To mu wystarczyło. Pozostała mu resztka wiary i czci dla Świętej Ikony; Ona go sprowadziła do Syna, przez Nią zrozumiał Chrystusa”.

Powróćmy do Ślubów Jasnogórskich. Mówi w nich do Matki Bożej Prymas, a za nim nasz Naród: „Przyrzekamy, że z wielką usilnością umacniać i szerzyć będziemy w sercach naszych i w polskiej ziemi cześć Twoją i nabożeństwo do Ciebie, Bogurodzico Dziewico, wsławiona w tylu świątyniach naszych, a szczególnie w Twej Jasnogórskiej Stolicy”. Co znaczy „szerzyć cześć Matki Bożej i nabożeństwo do Niej”? To przede wszystkim coraz mocniej Ją kochać i stawać się Jej apostołem. Wielki Czciciel Matki Bożej – św. Maksymilian Maria Kolbe – będzie nas zachęcał wprost, byśmy stawali się „Rycerzami Niepokalanej”.

Z wiarą wyznajemy, wędrując w tym roku ku Jasnej Górze, że Maryja jest nadzieją naszych rodzin. Ona jest najbezpieczniejszą drogą wiodącą do Chrystusa. Potrzeba więc, by Matka Boża królowała w każdej naszej rodzinie, by w naszym domu wzrastała Jej cześć. Jak to zrobić? Najprościej: naśladować Ją, sławić Jej cześć, żyć w duchu Jej słów z Kany Galilejskiej, to znaczy wypełniać wolę Bożą w naszej codzienności. W tym kontekście warto umieścić nasze wzajemne relacje w domach: rodziców do siebie, dzieci do rodziców, rodziców do dzieci i dzieci pomiędzy sobą.

Najskuteczniejsza w rozwijaniu duchowej wspólnoty z Jezusem i Maryją jest modlitwa różańcowa. Jest ona wielkim skarbem. Możemy w niej patrzeć na życie Jezusa oczyma Jego Matki i pozdrawiać Ją słowami z Nazaretu i z Ain Karim. Mamy prawo myśleć, że słowa te wywołują uśmiech na Jej twarzy. Tak, pozwólmy sobie dziś na myślenie o Maryi sercem. Warto więc z zapałem powrócić do codziennej modlitwy różańcowej, czy z nową mocą ją pogłębiać. Może trzeba rozpocząć zwyczaj (albo powrócić) do codziennej rodzinnej modlitwy różańcowej, choćby jednej tajemnicy Różańca, na przykład podczas wspólnych modlitw wieczornych.

Warto przy różańcu uczyć się rozwiązywania różnych trudnych sytuacji, jakie niesie życie rodzinne. Św. Jan Paweł II mawiał, że odpoczywa przy różańcu. Wielokrotnie słyszałem z ust młodych ludzi, którzy podjęli Nowennę Pompejańską, że przedtem mieli niekiedy problem z odmówieniem jednego dziesiątka różańca, a teraz spokojnie sobie radzą z trzema, a nawet z czterema częściami (to znaczy z piętnastoma lub dwudziestoma tajemnicami dziennie!). Zmobilizowała ich intencja – ważna, istotna. To tak, jak z miłością, bo gdy człowiek kocha, to potrafi czynić rzeczy wielkie. A może warto powrócić do Litanii Loretańskiej – nie za pokutę odmówionej, ale z sentymentu do Matki Bożej, nazywając Ją tymi przepięknymi tytułami zebranymi w niej? A jaka jest twoja ulubiona modlitwa do Matki Bożej? Ważne jest, by mieć swoją.

W przywoływanym dzisiaj fragmencie Ślubów Jasnogórskich wspomniane są świątynie, w których „wsławiona jest” Matka Boża, a szczególnie Jej Jasnogórska Stolica. Tak, nie ma kościoła w Polsce, w którym nie byłoby wizerunku Matki Najświętszej. Modlił się przed laty jednym ze swych wierszy Jan Lechoń:

„O Ty, której obraz widać w każdej polskiej chacie
I w kościele, i w sklepiku, i w pysznej komnacie. […]
Która perły masz od królów, złoto od rycerzy,
W którą wierzy nawet taki, który w nic nie wierzy,
Która widzisz z nas każdego cudnymi oczami,
Matko Boska Częstochowska, zmiłuj się nad nami!”.

W dziejach naszej Ojczyzny Jasna Góra zajmowała i wciąż zajmuje szczególne miejsce. Król Jan Kazimierz w dobie potopu szwedzkiego nazywał to sanktuarium Jasną Górą Zwycięstwa. Taki też napis widnieje dzisiaj na jednej z bram Sanktuarium Narodu. Czy książę Władysław Opolski, gdy pod koniec XIV w. zabrał obraz Matki Bożej z zamku w Bełzie na Rusi i przekazał go paulinom w miejscu zwanym Częstochową, przypuszczał, że tam będzie kiedyś stolica duchowa Polski, że Maryja będzie nosiła królewskie korony, że będą do niej pielgrzymować papieże i miliony innych pątników? To Pan Bóg wybiera takie miejsca naznaczone łaską.

Warto więc pomyśleć o odwiedzaniu miejsc, w których Maryja odbiera szczególną cześć. Może dawno już nie pielgrzymowałem do żadnego z sanktuariów maryjnych. Warto może, przynajmniej raz w miesiącu, udać się rodzinnie do jednego z kościołów, gdzie czczona jest Maryja. Okazją mogą być urodziny czy imieniny, rocznica ślubu, inne ważne wydarzenia… Może warto postanowić sobie, że w ramach realizacji Ślubów Jasnogórskich, po tegorocznej pielgrzymce jeszcze bardziej zwiążemy się z którymś z sanktuariów maryjnych. Nasza diecezja radomska w każdym swym zakątku ma sanktuarium z koronowanym papieskimi koronami wizerunkiem Matki Bożej: Studzianna, Wysokie Koło, Błotnica, Skrzyńsko, Czarna, Skarżysko-Kamienna i Kałków. Może warto chociażby raz w miesiącu wybrać się do jednego z nich, by pokłonić się Matce Bożej, by polecić Jej sprawy własne i intencje innych. Dziś możliwości przemieszczania się nie stanowią w zasadzie problemu, więc może warto przynajmniej raz w roku – poza wspólnym sierpniowym pieszym pielgrzymowaniem – całą rodziną wybrać się na Jasną Górę, by na spokojnie pomodlić się, by popatrzeć w oczy Matki Bożej, by przeżyć swoisty rodzinny dzień skupienia, by wreszcie zawierzyć całą swą rodzinę Matce Najświętszej? A czy mam jakiś ulubiony, chciałoby się powiedzieć w cudzysłowie „mój”, wizerunek Matki Bożej? Tak, jak nosimy w dokumentach, zdjęcie ukochanej osoby, tak warto mieć zawsze przy sobie swój ulubiony obrazek Matki Najświętszej – to przecież moja Matka! Trzeba tu też wspomnieć o medaliku z Matką Bożą, który często tak łatwo „wyemigrował” z mojej szyi na korzyść podejrzanych wisiorków czy jakichś amuletów. A przecież szczególnym znakiem opieki Matki Bożej jest szkaplerz czy Cudowny Medalik, z którymi Matka Boża związała tak wiele łask.

I znów powróćmy do Ślubów Jasnogórskich, w których wypowiadamy słowa: „Oddajemy Tobie szczególnym aktem miłości każdy polski dom i każde polskie serce”. Wspomniany już Sługa Boży abp Fulton Sheen pisał, że „jeśli nigdy wcześniej nie modliliśmy się do Matki Bożej, zróbmy to teraz. Skoro bowiem sam Chrystus zechciał kształtować się w Niej fizycznie przez dziewięć miesięcy, a potem przez trzydzieści trzy lata być przez Nią kształtowany duchowo, to czy nie do Niej powinniśmy się zwrócić po wskazówki, co mamy czynić, by Chrystus mógł ukształtować się w nas?”. Pisał też: „Zawsze, gdy w Kościele mówi się o upadku celibatu, czystości i świętości małżeństwa, możemy dostrzec także upadek nabożeństwa do Najświętszej Matki. Dlatego jest bardzo ważne, abyśmy właśnie teraz, w dniach ogromnego załamania kultury i cywilizacji, jeszcze bardziej powracali do nabożeństwa do Matki Bożej”.

Każdy z nas ma swoją własną historię pobożności maryjnej i historię obecności Matki Bożej we własnym życiu. Mam w pamięci dorosłego dziś człowieka, który opowiadał mi, że jego historia pobożności maryjnej wiązała się z trudnymi sytuacjami z dzieciństwa, gdy ojciec wracał pijany do domu, gdy się awanturował i rozbijał się wszystkim, co znalazł pod ręką. Ten człowiek, jako małe dziecko, klęczał w drugim pokoju i wobec dochodzących krzyków, płacząc, powtarzał głośno słowa modlitwy: „…Ale od wszelakich złych przygód racz nas zawsze wybawiać, Panno chwalebna i błogosławiona…”. Jeśli Maryja ma stać się programem mojego życia, to może warto dzisiaj trochę pomyśleć nad Jej rolą w moim życiu i nad moją pobożnością maryjną. Z woli Chrystusa Maryja jest naszą Matką. A w związku z tym, czy dziękowaliście kiedykolwiek Chrystusowi za Jego Matkę, że nam Ją dał? A czy dziękowaliście Maryi za to, że opiekuje się waszą rodziną?

Co znaczy „oddać Maryi szczególnym aktem miłości każdy polski dom i każde polskie serce”? To inaczej znaczy zawierzyć Jej każdą polską rodzinę, każdy nasz dom, a przede wszystkim siebie samego oddać na służbę Matce Bożej. Kilka lat temu ukazał się pokaźny zbiór zawierający wszystkie publiczne maryjne modlitwy św. Jana Pawła II. A może warto napisać sobie swój własny akt zawierzenia Matce Bożej, bazujący na własnej historii życia? Mój akt zawierzenia. Można ponawiać go wielokrotnie, zwłaszcza w ważnych dla siebie chwilach. A może warto napisać taki „nasz rodzinny akt zawierzenia”?

I raz jeszcze Śluby Jasnogórskie: „Oddajemy Tobie szczególnym aktem miłości każdy polski dom i każde polskie serce, aby chwała Twoja nie ustawała w ustach naszych dnia każdego, a zwłaszcza w dni Twoich świąt”. Trzeba w tym kontekście pytać siebie też dzisiaj – wciąż myśląc sercem – o to, czy w święta maryjne jest mi trochę bardziej uroczyście, jakoś tak inaczej, jak na imieninach swojej rodzonej matki? Czy więc sobota, dzień Matki Bożej, jest tylko weekendem, czy coś drga mocniej w duszy, bo to maryjny dzień? W wielu domach dzieci proszą swych rodziców o błogosławieństwo w ważnych chwilach życia. Dlaczego nie prosimy Matki Bożej każdego wieczoru o błogosławieństwo, choć przecież wiemy, że któryś z tych wieczorów będzie naszym ostatnim? Matka Boża nie jest obojętna na nasze prośby –warto więc, by każdego dnia wszyscy członkowie rodziny modlili się do Niej za siebie nawzajem.

Powróćmy znów do Ślubów Jasnogórskich: „Przyrzekamy iść w ślady Twoich cnót, Matko Dziewico i Panno Wierna, i z Twoją pomocą wprowadzać w życie nasze przyrzeczenia”. Prawdziwa cześć i nabożeństwo do Matki Bożej polega przede wszystkim na naśladowaniu Jej w codzienności. Trzeba więc starać się patrzeć na życie, na siebie, na innych i na przeróżne sytuacje oczyma Matki Bożej, to znaczy zastanowić się, co i jak by powiedziała Maryja w danej sytuacji, jak by się zachowała, jak postąpiłaby. Trzeba naśladować cnoty Matki Najświętszej.

Idąc śladami Jej cnót warto medytować nad „maryjnymi” fragmentami Pisma Świętego, choćby tymi, które stanowiły Ewangelie odczytywane w czasie Mszy świętych w dniach naszego pielgrzymowania. Warto w nich wciąż na nowo odnajdywać siebie. Począwszy od Nazaretu, gdzie Bóg nie wymaga, ale obiecuje (nie mówi: „masz urodzić Syna, i koniec!”, ale obiecuje: „poczniesz i porodzisz Syna”), gdzie wchodzi w dialog z człowiekiem, gdzie odpowiada z cierpliwością na ludzkie pytania (bo Bóg kocha człowiecze pytania), gdzie przychodzi ze swoją łaską, która umacnia, gdzie wreszcie oczekuje na zaufanie człowieka, na „Fiat” – „Oby mi się stało”, „Ty wiesz, a ja Ci ufam”.

Oto więc zadanie: oddać siebie do dyspozycji Bogu, jak uczyniła to Maryja w dniu Zwiastowania. Nawiedzenie Elżbiety jest z kolei obrazem radości z posługi spełnionej wobec innych – także swoich najbliższych, swojej rodziny, ludzi pod tym samym dachem. Podobnie Betlejem będzie zawsze tajemnicą przekazywania Boga światu. Znajdzie ono też odbicie w naszym życiu wówczas, gdy Chrystusa – poprzez nasze czyny i słowa – będziemy przekazywać w tych środowiskach, gdzie Go tak bardzo potrzeba. To może być moja klasa, moja grupa na studiach, moi sąsiedzi, moi koledzy z pracy, itd. Kana Galilejska ukaże wartość mojej modlitwy do Matki Bożej. Jej interwencja sprowokowała pierwszy cud Chrystusa. Ona wstawia się u swego Syna w najbardziej powikłanych sprawach. Maryja uczy nas gorliwości apostolskiej, „wyobraźni miłosierdzia” i czego tylko chcecie, co ważne jest w różnych formach naszego życia osobistego i rodzinnego. Raz jeszcze powiedzmy bardzo wyraźnie: prawdziwa pobożność maryjna polega na naśladowaniu Matki Najświętszej. Warto więc dziś trochę też „zrewidować” tę swoją pobożność maryjną. Św. s. Faustyna Kowalska pisała w swym „Dzienniczku”: „Im więcej naśladuję Matkę Bożą, tym głębiej poznaję Boga”.

W prywatnych zapiskach kard. Stefana Wyszyńskiego, pod datą 16 kwietnia 1968 r. Prymas Tysiąclecia opisywał swe spotkanie z bp. Piotrem Gołębiowskim – pasterzem naszej diecezji, dziś kandydatem do chwały ołtarzy. Pisał więc Prymas: „Udaliśmy się obydwaj do kaplicy, gdzie [biskup – przyp. AW] ukląkł przy klęczniku i poddał mojemu osądowi swoje przeżycia. […] Chce oddać się całkowicie na służbę Matki Najświętszej – pod moim przewodem”. Dołączmy i my dzisiaj do naszego Pasterza – Sługi Bożego bp. Piotra Gołębiowskiego, nazywanego „Biskupem Maryjnym”, który swym zawołaniem biskupim uczynił słowa: „Maryja nasza nadzieją”, i pod przewodem Prymasa Tysiąclecia oddajmy się całkowicie na służbę Matki Bożej.

Zakończmy więc tę dzisiejszą konferencję raz jeszcze słowami modlitwy Prymasa Tysiąclecia, którego beatyfikacja odbędzie się dokładnie za miesiąc. Niech staną się one dzisiaj dla nas nie tylko modlitwą, ale także naszym osobistym pragnieniem i pragnieniem całych naszych rodzin: „Dziękuję Ci, Matko, że jeszcze raz przyszłaś do mnie. Tyle razy przychodziłaś do mnie […]. Ale i ja przychodziłem do Ciebie. […] Byłaś zawsze dla mnie największą Łaską, Światłem, Nadzieją i programem mojego życia. Wiem, że nie jestem tego godzien od samego początku, ale Ty byłaś zawsze zachętą, aby wszystko postawić na Ciebie”.

(Oprac. ks. Albert Warso)