Apel Jasnogórski – dzień II

47
Apel Jasnogórski w łącznosci z pielgrzymami. Foto: ks. S. Piekielnik / www.diecezja.radom.pl

Śpiew do Matki Bożej.

Śpiew: Apel Jasnogórski.

Rachunek sumienia i akt żalu.

Bóg nie zostawia nigdy człowieka samego sobie. Wchodzi w jego historię. Dwa tysiące lat wszedł w historię Maryi z Nazaretu ze swoją zbawczą inicjatywą. Bóg ma plan także wobec mojego i twojego życia. Przyjmijmy wolę Bożą.

A teraz wspólnie wołajmy do naszego najlepszego Ojca, który jest w niebie:

Ojcze nasz…

Rozważanie:

Odczytujący Boże wezwanie

Matko Najświętsza, dziękujemy Ci za Twoje „Tak” złożone na ręce Archanioła w ciszy nazaretańskiego domu. Dziękujemy za to, że zgodziłaś się stać się Matką Zbawiciela. Rozmyślając nad tamtym Zwiastowaniem, rozumiemy Twój lęk i Twoje plany na przyszłość, które wybrzmiały w zadawanych Archaniołowi pytaniach. Bóg dosłownie „pokrzyżował” te Twoje plany i marzenia. Ale to On – Bóg! Więc nie miałaś wątpliwości. I nawet, jeśli do końca tego wszystkiego nie rozumiałaś, to jednak zawsze przede wszystkim: „Oto ja, Służebnica Pańska, niech sie spełni wola Twoja!”.

Wiemy, Matko Boża, że każdy z nas otrzymuje od Boga powołanie do świętości. W nim zaś mieszczą się inne, szczegółowe: ktoś odczytuje w sercu głos Pana Boga wzywający do życia w kapłaństwie czy w życiu zakonnym, ktoś inny znajduje powołanie do budowania wspólnoty małżeńskiej i do życia rodzinnego, ktoś inny jeszcze odczyta swą drogę, jako powołanie do życia w samotności.

Sługa Boży kard. Stefan Wyszyński już w dzieciństwie usłyszał głos powołania do służby kapłańskiej. Mówił po wielu latach: „W tej świątyni w Andrzejewie kształtowało się, rozwijało i dochodziło do świadomości moje powołanie kapłańskie. Tutaj postanowiłem, że pójdę do seminarium i będę pracował nad tym, aby zasłużyć sobie na łaskę kapłaństwa. I tu po raz pierwszy wyjawiłem swoją tajemnicę ojcu, który tyle lat służył ku większej chwale Bożej. Nie bez oporu otrzymałem od ojca błogosławieństwo na drogę kapłaństwa Chrystusowego”. W roku swej Pierwszej Komunii św., a miał wtedy 9 lat, doświadczył on niezwykłej mocy trwania przy Bogu. Tak wspominał tamte chwile: „Było to w Wielki Piątek w nocy. Cała niemal parafia zebrała się na ostatnie Gorzkie Żale. Śpiewano wszystkie trzy części, jak wtedy było w zwyczaju, a w przerwach obchodzono drogę krzyżową. Cała noc przesiedziałem w kościele, skulony przy konfesjonale, który stał przy wejściu do zakrystii. Zapamiętałem mocno tę modlitwę przy Grobie Chrystusa. Przeżycia tej nocy rzeźbiły moją chłopięcą duszę, pomagały mi odkrywać piękno drogi, którą zamierzałem pójść. Uważałem, że to jest jedyna droga dla mnie, nie może być innej. I do dziś dnia nie mam żadnej wątpliwości, że taka powinna być moja droga”.

Począwszy od 1920 r. podjął on naukę w Wyższym Seminarium Duchownym we Włocławku. Seminarium to czas rozpoznawania powołania. Jest to więc okres tym silniejszego związania z Bogiem, któremu kandydat do kapłaństwa pragnie poświęcić się w całości. Kard. Stefan Wyszyński pisał po latach: „W czasie pobytu w Seminarium Duchownym we Włocławku dwa nabożeństwa się wzajemnie uzupełniały: do Serca Pana Jezusa i do Matki Bożej Jasnogórskiej, której obraz był w bocznym ołtarzu. Wszystkie święta Matki Bożej obchodziłem z wielkim podniesieniem ducha”.

W początkach studiów seminaryjnych stwierdzono u Stefana Wyszyńskiego chorobę płuc. Wiązała się ona wówczas niejednokrotnie z zagrożeniem życia. Dała ona o sobie znać także tuż przed święceniami kapłańskimi. W związku z tym nie mógł przyjąć święceń wraz ze swymi kolegami z rocznika studiów. Lekarz szpitala włocławskiego początkowo postawił złą diagnozę. Leczono więc go „na paratyfus”. Kuracja wiązała się ze ścisłą dietą. Chory – jak sam wspominał – na tyle utracił siły, że nie mógł się poruszać. Dopiero inny z lekarzy stwierdził, że problemem są zajęte przez chorobę szczyty płuc. Pewna siostra szarytka przeniosła go do izolatki, dzięki temu uniknął dalszych powikłań. Mający świadomość swego stanu zdrowia, Stefan Wyszyński w tamtym czasie marzył i modlił się o to, by dane mu było celebrować w swym życiu chociaż kilka Mszy Świętych. Potem mógłby już umrzeć…

Po opuszczeniu szpitala Stefan Wyszyński powracał do zdrowia w Twoim, Matko Boża, sanktuarium w Licheniu. O tamtym okresie mówił po latach: „Wtedy też związałem się żywiej z sanktuarium Matki Bożej Licheńskiej”. Wspominał też, że dano mu tam za zadanie spisywanie łask, które wierni otrzymali za przyczyną Matki Bożej.

Matko Boża, takie były drogi powołania Wielkiego Prymasa. Współpraca z Bogiem i otwarcie na Jego łaskę i wolę przynosi wspaniałe owoce. Najpiękniejszym przykładem jesteś Ty sama. Zawierzyłaś, zaufałaś i przyjęłaś pod swe serce Jezusa – „Błogosławiony Owoc żywota Twojego”. Prosimy Cię, dziś Matko Najświętsza w intencji wszystkich szukających i rozeznających swe życiowe drogi. Czasem przeżywają oni rozterki i wątpliwości, czasem paraliżuje ich strach przed podjęciem decyzji. Matko Boża z Nazaretu, Pani Jasnogórska, prosimy, pomóż im i uproś potrzebne dary Ducha Świętego.

Zdrowaś Maryjo…

Błogosławieństwo.

oprac. ks. Albert Warso